wtorek, 9 września 2014

Dobry dzień ;)

   Po długiej przerwie powracamy i niespodzianek bez liku dla Was mamy :)

   U Truskawek wielkie zmiany. Tośka chodzi do przedszkola! Moja "mała" córeczka wkroczyła w następny i nieunikniony etap życia. Pierwszy dzień "nauki" dla Antosi nie zaczął się wcale 1 września jak powinno teoretycznie być, lecz dopiero dnia ósmego . To wszystko za sprawą pewnego wstrętnego i dokuczającego... przeziębienia. Walka z nim była okrutna (:D), bezapelacyjnie wygrały domowe sposoby i sok z czarnego bzu (który już można zbierać i robić zapasy na czas choroby).
Pierwszy dzień w Tosiowej krainie przedszkola był bardzo przyjemny i dla mnie i dla niej. Nie było płaczu, szlochania i zgrzytania zębów, zamiast tego była radość i uśmiech na twarzy. Pożegnania nie przeciągaliśmy - buziak, powiedzenie sobie, że bardzo się kochamy i zapewnienie, że mama przyjedzie. Pomachała mi i zniknęła w sali... Ja wróciłam do domu i... zastałam głuchą ciszę. W pewnym momencie aż przerażającą :D. Przyzwyczaiłam się do odgłosu tupiących małych stópek i ciągłych pytań- Dlaczego?, Po co?, Jak?".

   A tymczasem...

   Korzystając z pogody i przeziębienia w ostatnich dniach, korzystałyśmy z uroków ogrodu. Postanowiłam, że nie będziemy siedzieć w taka piękna pogodę w domu i wzięłam zestaw kreatywny pod pachę i usiadłyśmy sobie na zielonej trawce.
   Robiłyśmy różne cuda lecz największą frajdę zrobiły drzewka bibułkowo-farbkowe:)
   Potrzebne przybory do ich wykonania :

  • bibuła,
  • nożyczki, 
  • klej,
  • kartka z bloku technicznego,
  • farbki,
  • słomka

   Zaczynamy. Drzemy na kawałeczki kolorowe bibuły. Klejem smarujemy po kartce w taki sposób by powstało Nam klejące koło. Strzępki bibuły przyklejamy do kratki i w ten sposób tworzy Nam się korona drzewa. Teraz czas na farbki. W miejscu gdzie ma być podstawa Naszego drzewa czyli pień, robimy kleksa z farby w kolorze jaki dzieciom przypadnie do gustu. Teraz zabieramy słomki w dłonie i rozmazujemy kleks dmuchając przez nie.







   Nasza praca już gotowa.



 Dostarczamy dziecku nowych wrażeń, ponieważ malować można na różne sposoby :)

niedziela, 6 lipca 2014

Nareszcie...

   Jak w tytule, nareszcie naszedł czas na post o La Truskawkowym życiu :D.
   Post jest z tzw. doskoku, ponieważ komputera jak nie mam tak mieć jeszcze przez jakiś czas nie będę.
   Przez ten okres czasu, w którym nie pisałam tyle się u Nas kreatywnych rzeczy wydarzyło, że mogłoby już z tego powstać kilkadziesiąt postów. Same szaleństwa, których końca nie widać.
   U Truskawek nastały wielkie zmiany, jedną z nich jest przedszkole. Mój urwisek od września poczłapie do przedszkola ku rozpaczy matki :D. Jest "dopiero" lipiec, a ja już jestem lekko przerażona tym faktem (przerażona nie tym jak moje dziecko sobie da radę, lecz przerażona tym jak ja to zniosę :D). Wiem jedno... Tośka będzie najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem, ponieważ nareszcie będzie mogła poczuć jak to jest w mini szkole (od dawna już wysłuchiwałam, jak to Tocha chce już być przedszkolakiem). No i stało się, od września nowe obowiązki dla Truskawki jak i dla rodziców.
   Kolejną zmianą, będzie pokój córki. Nie będziemy go malować (nic z tych rzeczy), ponieważ niedawno przechodził swoją metamorfozę, lecz będziemy musieli go przystosować do małej uczennicy. Rzecz jasna nie powieszę jej wzorów chemicznych i tabliczki mnożenia na ścianach, ale z pewnością jej pokój woła o kilka rzeczy, które ułatwią codzienne funkcjonowanie. O tych rzeczach, będę tworzyć posty, ponieważ będą one wykonywane własnoręcznie. Dzięki temu, również i Wy będziecie mogli stworzyć coś sami dla swoich pociech.
   Nie długo na blogu będziecie mogli poczytać również o tym, jak samemu zrobić zabawki z drewna (bez potrzeby korzystania z wielkich profesjonalnych narzędzi :D) oraz z wszelakich tekstyliów i faktur.
   Niestety muszę już kończyć pisanie, lecz obiecuję, że nie długo znów napiszę i tym razem będzie to post taki jak zwykle, czyli kreatywny hand-made :)


   Zdjęcia z cyklu, jak niewiele potrzeba dziecku do szczęścia. ;)
   Nie trzeba kupować dziecku pirackiej czapki i lunety, wszystko możemy wykonać razem z dzieckiem w domu jedyne co Nas powstrzymuje to... Nasza kreatywność :)



   Dziecko chciałoby pograć na perkusji? 
   Nie ma problemu, 5 minut na znalezienie potrzebnych przedmiotów i perkusja gotowa :).
   Teraz musimy już "tylko" słuchać :D.



   Do zobaczenia już nie długo na latruskawka.blogspot.com :) 
   Zapraszam Was także na facebook-a tam ostatnio jesteśmy nieco częściej niż tu.

sobota, 19 kwietnia 2014

Święta, Święta....

   Dzisiejszy wpis nie będzie się zaliczał do tych długich i szczegółowych :D Przedstawię Wam jak możemy umilić dzieciom czas, robiąc dla nich maski zajączków ;)
   Potrzebne rzeczy do jej wykonania to :

  • kartka bloku technicznego;
  • ołówek;
  • nożyczki; różowa/szara kartka papieru
  • klej;
  • wata;
  • gumka bądź ewentualnie kawałek sznurka/wstążki;


   Na białej kartce bloku technicznego rysujemy kontury maski. Pamiętacie o zaznaczeniu otworów na oczka (najlepiej przyłożyć maskę do twarzy dziecka i zobaczy gdzie mniej więcej zrobimy oczka dla zajączka. Gdy wszystko mamy już narysowane, zabieramy się za wycinanie. Z kolorowej kartki wycinamy "wnętrze" uszu dla Naszego Wielkanocnego króliczka i przyklejamy je do w odpowiednie miejsce.






   Bierzemy do rąk klej i "rysujemy" nim po wszystkim co jest białe :D. Robimy kuleczki z waty i przyklejamy do maski.





   Po bokach maski robimy dwa otworki by przewiązać przez nie gumkę lub wstążkę, by Nasz zajączek, mógł swobodnie kicać łące :) 






   Truskawka zrobiła dodatkowo prawie samodzielnie ozdoby dla Babci, by udekorować jej świątecznie pokój :)





   Tosia tworzyła również papierową pisankę, lecz nie wiem dlaczego zdjęć w aparacie brak :O
   Dzisiaj robiłyśmy także "prawdziwe" pisanki do koszyczka i Tosia sama szykowała sobie święconkę... Jak nie trudno zgadną znajdowały się tam same słodkości :D

   A ja Wam wszystkim życzę spokojnych, zdrowych i wesołych Świąt Wielkanocnych oraz obowiązkowo Mokrego Dyngusa!

wtorek, 15 kwietnia 2014

Przenośny organizer do rysowania i bazgrolenia :D

   Szykowałam się z Tosią do wyjazdu pociągiem, dość długiego... I tak przez 3 dni myślałam co by tu zrobić by nie zwariować z dzieckiem w podróży, bo ileż można czytać, przeglądać i urwisować. Gdy wcześniej podróżowałam z Truskaweczką i zabierałam kredki, zeszyt i inne piśmiennicze gadżety to kończyło się zawsze na tym, że wszystko nam się później walało na wszystkie strony przedziału w pociągu, więc pomyślałam sobie koniec z tym, najwyższy czas to zmienić. W mojej głowie powstał pomysł na zorganizowanie kredek, kartek i innych rzeczy w jednym miejscu i oto końcowy efekt szycia :)




   Kieszonka przedzielona (7 razy) by można było bez wysiłku umieścić kredki na swoich miejscach.







   Okładkę organizera pomalowałam pisakami do tkanin by nie były takie "bezbarwne" :D




   Do tego powstały dwa notesiki, które z łatwością wykonacie sami w domu. Potrzebne będą kartki papieru, igła i nić (maszyna do szycia), tektura bądź też materiał. Kartki zszywamy ze sobą w taki sposób by powstał nam "zeszyt" bez okładki . Po czym docinamy materiał (notes musi być przy tym "otwarty") by był nieco dłuższy od kartek. Zszywamy krawędzie z lewej i z prawej strony tak, by można było spokojnie włożyć tam Bazgroszyt :)























   Z okazji czasu wolnego postanowiłam również uszyć dla Tośki torbę by mogła wszystko mieć blisko siebie. ;)  Torba zrobiona z czarnego polaru, doszyty u góry rzep, pozwala na zamykanie swoich skarbów by mogły pozostać bez obawy na swoim miejscu. :D






  Następy wpis będzie o dekoracjach wielkanocnych :) Tak, więc do następnego popisania :)

wtorek, 25 marca 2014

Masa solna

   Dawno nie robiłam z tej masy różnych różności, aż w końcu wczoraj nadarzyła się okazja by sobie przypomnieć jak to się fajnie i miło tworzy. Zostałam poproszona o zrobienie aniołka dla kogoś w prezencie, tak więc podjęłam to wyzwanie i jestem z siebie zadowolona, choć parę rzeczy wymaga dopracowania. Nie ukrywam, że przydałby się również do wykończenia i nadania blasku lakier, no ale z braku laku :P
   Najgorsze w robieniu z masy solnej jest czekanie na jej wysuszenie :D. Dokładnie zajęło mi to ok godziny i 20 minut w piekarniku nagrzanym do 100'C. Dzisiaj rano zajęłam się malowaniem i oto efekty pracy...







   Powstało również serce...





   W Truskawkowej kuchni znajdują się jeszcze nie pomalowane serca, motylki i kwiatki, które dzisiaj doczekają się kolorów. Tosia również nada im radośniejszego wyglądu :D. 
   Przepis na masę solną jest prosty i szybki w wykonaniu...
  • 1 szklanka mąki (tortowa/pszenna)
  • 1 szklanka soli
  • pół szklanki wody
   Mieszamy wszystkie składniki ze sobą do powstania masy, która jest jednolita i nie klejąca się do rąk. Później tworzymy z niej CUDA. By utrwalić nasze arcydzieła wysuszamy je w piekarniku w ok 100'C przez godzinę do 1.5 godziny.
   My m.in. wykorzystywaliśmy masę solną do odciskania rączek Tosi w różnych okresach jej życia :)  

   Serdecznie zapraszamy do wspólnej zabawy z masą, którą każdy wykona bez problemu w domu :) 


sobota, 22 marca 2014

Z tęsknoty do zimy

   Nie da się ukryć, że zima Nas oszczędziła. Dzieci były nie zadowolone, ponieważ nie wyszalały się na białym puchu tak jakby chciały. My osobiście na sankach byliśmy może ze 3-4 razy, bo co śnieg sypnął to na drugi dzień już śladu po nim nie było. Głównie z tego powodu postanowiłam podarować Truskawce nieco zimy. Nasza zima była biała, chłodna i puchata :D. Udało się ulepić bałwana, zrobić igloo, a nawet i wulkan... Jak Nam się to udało? Zobaczcie sami...


   Do zrobienia śniegu wiosną potrzebujemy:

  • pianki do golenia
  • 7 opakowań sody oczyszczonej ( jedno opakowanie 80g)



   Wsypujemy sody do miski jedna po drugiej ;) 




   Następnie dodajemy całą piankę do golenia i wszystko ze sobą mieszamy...





   ... do momentu powstania sztucznego śniegu.



   Właśnie w tym momencie przyszedł czas na inwencje twórcze, Nasze jak i Naszych pociech. 
   Masa "śniegowa" jest delikatna, miękka, trochę mokra i chłodna jak śnieg (no może jest nieco cieplejsza:P). Z jej pomocą wyczarujemy wszystko co tylko przyjdzie Nam do głowy, a nawet możemy zaprosić "przyjaciół" do wspólnej zabawy...
















   Może i Wy skusicie się na Śniegową krainę w Waszych czterech kątach? 

środa, 19 marca 2014

Pojawia się i znika...

   Ogarnęły Nas znów czary eksperymentowania. Nie sądziłam, że Tośka będzie się tak kwapić, a wręcz się domagać tych doświadczeń fizycznych. Bardzo się z tego cieszę i mam nadzieję, że będzie to trwało wieczność :P. Dzisiaj pokazujemy Wam jak rozpuścić monetę w wodzie oraz jak zmienić kierunek strumienia wody. Tak, więc zabieramy się do pracy. Dzieci bierzemy pod pachę i udajemy się do kuchni ;)
 

   KROK 1 - PRZYGOTOWANIE

  • słoik po drzemie z wklęsłym dnem
  • monetę
  • jasne podłoże (biała kartka papieru, jasna podkładka)
  • wodę

   KROK 2 - EKSPERYMENT

   Ustaw słoik po drzemie na jasnym podłożu. Monetę wkładasz pod dno słoika (nie wewnątrz). Widać wyraźnie, że na dnie słoika spoczywa moneta. Kiedy nalejesz wody, moneta zniknie, jakby się rozpuściła...







   KROK 3 - JAK TO SIĘ STAŁO?

   Promienie świetlne przechodzące przez szklane dno przekazują Naszym oczom informację, że moneta znajduje się wewnątrz. Przez wodę promienie nie mogą się przedostać. Odrzucane są od szklanego dna na dół i wytwarzają tam połysk lustrzany podobny do rtęci. Można by oczywiście zobaczyć monetę z góry, ale otwór zakręcisz nakrętką ;)

   Teraz przyszedł czas na zmianę strumienia wody tzw. wodny łuk.

   KROK 1 - PRZYGOTOWANIE

  • plastikowa łyżeczka
  • wełniany szalik, sweter, czapka itp.

   KROK 2 - EKSPERYMENT 

   Natrzyj plastikową łyżeczkę czymś wełnianym. odkręć lekko kran i przybliż łyżeczkę do cienkiego strumienia wody. Strumień wygnie się w łuk i podąży w kierunku łyżeczki.





   KROK 3 - JAK TO SIĘ STAŁO?

   Ładunek elektrostatyczny przyciąga nie naładowane cząsteczki wody. Jeśli jednak woda zetknie się bezpośrednio z łyżeczką czar pryśnie. Woda jest dobrym przewodnikiem elektryczności i zabierze ładunek z łyżeczki.


   Pisałam w poprzednim poście, że będzie również tropienie zwierząt i dzisiaj powstała ściąga śladów niektórych zwierzaków domowych i tych "dzikich". Jest to świetna zabawa w domu, a teraz wyobraźmy sobie, że już w ten słoneczny weekend wybieramy się z dzieckiem do lasu/parku, zabieramy ze sobą nasz przewodnik i szukamy śladów zwierzyny. Może uda Nam się coś wytropić? :) 



   Zachęcam Was by spróbować z dziećmi trochę poeksperymentować i jestem wręcz przekonana, że pociechy będą zachwycone tą nauką przez zabawę :) 
   Już nie mogę się doczekać co przyniesie Nam jutrzejszy dzień... może w końcu uda się wyjść bliżej natury, bo od szaro burych dni można dostać bolączki :D
   Pozdrawiamy i do wspólnej zabawy zachęcamy :)